Ula siedziała u siebie w pokoju i myślała( Jak mogłam coś takiego zrobić, pocałowałam mojego prezesa, przyjaciela. No i co teraz? Nie pójde do pracy. Postanowione, powiem ze jestem chora.)
Józef: Ulcia, dlaczego sie nie ubierasz. Zaraz musisz wychodzić.
U: Nie ide dzisiaj do pracy źle sie czuje. Pójde jutro.
J: Ale pan Marek juz jest pod domem. Czeka w samochodzie.
U: No dobra już sie ubieram.
Po 15 minutach Ula juz była gotowa.
U: Cześć Marek co tu robisz?
M: Miałem przeczucie ze nie będziesz chciała dzisiaj przyjechać do pracy, a przecież musimy porozmawiać.
U: Marek nie ma o czym zapomnijmy o tym dobrze?
M: Ale ja nie moge tego zapomnieć. Coś sie wydażyło i my tego nie zmienimy. Tylko co my teraz z tym zrobimy. Bo przyjacielami to już nie możemy być prawda. Coś między nami jest.
U: Rozumiem. Więc jeśli nie możemy być przyjaciółmi to chyba musimy sie zachowywać tak jak dawniej. Ty szef, ja asystentka.
Uli ledwo udało powstrzymać łzy. Markowi zrobiło sie jakoś dziwnie ale nie wiedział co to jest. Na pewno smutek, ale coś jeszcze.
M: Myślisz że możemy to wszystko przekreślić?
U: Ja nie widze innego wyjścia. Nie moge dalej udawać, że wszystko jest wporzątku. Już jesteśmy to ja już pójde.
M: Dobrze jak uwazasz.
Ula pospiesznie poszła do firmy. Marek powoli za nią.
Czuł niedosyt. Wiedział ze łączy go coś z Ulą, ale nie wiedział jeszcze jak mocna jest ta więź. Niedługo sie o tym przekona...
CDN
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz